Heń masz tu 5zł i leć do Sabiniarza się obciąć....taaa..obciąc,jeszcze jako młody chlopak to i owszem leciałem.....ale już odrobine starszy to nie bardzo ..moda taka aby dlugie włosy mieć..na Zeppelinów albo na Slajdów.Sabiniarz to fryzjer nad fryzjerami obcinał chłopakow na "kancik"tak jak chcieli ..a nie jak Pupel z Dworcowej całe włosy obchlastał jakby michę przyłożyć na głowe...szkoda gadać....wyglądało się jakby z hitlerjugend się wyszło... ale też miał klientów i z tego co widziałem stałych.....trzymał sie bardzo długo.Na przeciwko Sabiniarza była "mleczarnia.."..dlatego mleczarnia iż tam głownie chleb ,mleko bułki ciasto sie kupowało..taki sklep...obok niego funkcjonował Pliszka z owocami ,kwiatami ..Pliszka byl bez jednej ręki ale radzil sobie niezle jako sprzedawca ..ponoc mu tą łape w czasie wojny urwało...Kiedyś Pliszka miał warsztat stolarski ..chyba jakieś ramy robił ..ale dokladnie nie wiem ..czas zaciera pamięć..Za warzywnym sklepem Pliszki był zegarmistrz..zawsze jako młodzi mieliśmy z nim interesy bo zbierał stare zapalniczki i inne precjoza ...zawsze parę złotych dał zarobic.
Chciałbym czytelników tego bloga prosić o wyrozumiałość...może niektóre rzeczy i sprawy będe opisywał zbyt chaotycznie ale w miare pisania obiecuje poprawę.
Przed sklepem Pliszki byl skwerek z pompą ,ludzie tu nabierali wode i oczywiście miejsce plotkowań i "salonik" towarzyski.Zawsze można było się dowiedzieć kto z kim i kto i dlaczego..wiadomości z pierwszej ręki,tu też kłótnie wybuchały ..zawsze prawie o dzieci ,bo ten zrobił to mojemu a inny innemu..starzy sie kłócili a dzieciaki juz za godzine pogodzeni byli.
Czersk to nieduże miasto jeszcze za moich czasów zawsze kojarzące sie z zapachem koni...aut bylo nieduzo a konie zawsze były.Jak juz ktos mial auto nawet najmarniejszą syrenke to to, był juz ktoś,a kaszlało to smrodziło niemiłośiernie ale jechało i to byla podstawa...zawsze w niedziele jechać do Ostrowitego z rodziną to już było coś.
Następnym okazałym "gmachem"był bar"Muchomorek"..spelunka jednopomieszczeniowa..do zalewania sie w trupa...państwo Mroczyńscy prawdopodobnie dzierżawili go GS-om ...Każdego 10 i 25 dnia miesiąca tam właśnie odbywały sie zajazdy "jednodniowych milionerów"..ktore nie raz kończyły sie bójkami ..a co najmniej spiewami na wiele głosów..plus arie z opery Tosca ale tą ostatnią to już tylko mamrocząc ze wzgledu na zmęczenie materiału ludzkiego..cóż człowiek nie maszyna swój alkoholowy kres zna.Na temat "Muchomorka"poświęce pózniej więcej miejsca bo tak legendarny lokal jakim był wymaga specjalnego potraktowania.Po drugiej stronie sławnego lokalu siedzibe swą miała kuznia Gwizdały.Sam Gwizdała to oryginał nad oryginałami..wiecznie zatabaczony ..bo trzeba wiedziec że wtedy tabakę "niuchało"więcej osób.Miał swoistą mode że kto z nim pil musiał przynajmniej raz porządnie zażyć tabaki ..a kopce stawiał i sobie i znajomym wieeellkiee...nie to co dzis takie tam ociupinki..kichali po tym wszyscy naokolo i czuc bylo "Mazurską"tabaką wszędzie.
Kużnie były dwie w mojej okolicy,po drugiej stronie była kużnia Glazy pod numerem 30.Kużnie prowadzil Glaza syn...wydawało mi się że był starym kawalerem ,mieszkał z matką.Ruch zarówno u jednego jak i drugiego w dzień "rynków"był zawsze duży..wiadomo ..bo i to konie trzeba było podkuć ..jakieś brony naprawic ..lemiesze do pługa ..słowem wszystko co ze stalą i mechaniką potrzebne w rolnictwie.
Obok kużni Glazów pod numerem 28 był sklep spozywczy zwany też "mleczarnią"..bo też można bylo kupić tam mleko luzem ...zresztą w tamtych czasach wiele rzeczy luzem kupowało się jak np ..sól .cukier, kasze,cukierki,makaron itp towary.Zawsze uderzał jak sie wchodzilo zapach mleka i sera..a rano zapach pieczywa i szneków ..eech co to były za szneki!,A cukierki jak sie miało już złotówkę..to się mówiło że chce się za nią cukierków....więc sprzedawczyni wrzucała na wagę garść irysów..i już było trochę słodkości..bez żadnych torebek ..prosto do kieszeni sie wkladało.Masło kupowalo luzem i w kostkach,cena masła nie była wcale tania..jak pamietam to 16,50 za kostkę,chleb 2 kg 8 zł..a np bułki duże żytnie byly po 50 gr a wroclawskie mniejsze ale za to jasniejsze po 60 gr Z cen co pamiętam to papierosy Sporty kosztowaly najpierw 3 zl a potem 3,50..a paczka 10 sztuk (takie też były)1,75...a paczka Carmenów już 18 zl ale to już były gatunkowe papierosy.
Wszelkie prawa do tekstów i do rysunków i niektórych zdjęć należą do mnie



REWELACJA....PROSZĘ O WIĘCEJ WSPOMNIEŃ...ŻYCZĘ DUŻO WENY TWÓRCZEJ....
OdpowiedzUsuńSuper lektura o Muchomorku słyszałam dużo od moich rodziców i starszego rodzeństwa .Czytając można się nieźle pośmiać ale taka była wtedy rzeczywistość .
OdpowiedzUsuńW Muchomorku młodzież z pobliskiego LO często gasiła pragnienie czekając np na środek lokomocji, który udawał się w borowiackie lasy.
OdpowiedzUsuń